I jak tu się nie denerwować
Łazienkę jakoś przetrawiłam. Po małych zmianach będzie ok. Można by tego wszystkiego uniknąć, ale do tego trzeba czasem pomyśleć...a jak wiemy z tym bywa różnie....
Jakiś czas temu, tuż przed Świętami, pisałam o podłączeniu prądu w naszym domu i odkryciu zepsutego mechanizmu bramy garażowe. Oczywiście usterka została natychmiast zgłoszona. Po jakimś czasie montażysta zawitał w nasze progi i stwierdził, że trzeba bramę reklamować. Tak też zrobiłam. Pierwszy raz wysłałam pisemną reklamację 11 stycznia, drugą 16, w między czasie dzwoniłam, ale oczywiście zajmą się tym właśnie dziś... Daniel nie wytrzymał zadzwoniła tam po raz kolejny, a Pani przy telefonie wymyśliła,żeby sam zdemontował silnik i im odesłał...no ręce opadają. Mogliśmy sami sobie tą bramę zamontować w takim układzie...Holerka to nie jest jakaś firma "uduś" tylko wszechobecny Wiśniowski i nie ma się tym kto zająć???
To tyle smutków i żali. Mam też miłe wieści...
Wc na dole jest praktycznie skończone, zostały tylko fugi, lustro, kontakty, wentylator, biały montaż i jedna płytka do skucia - zdj. 2 , rurki doprowadzające wodę do kaloryfera, jak dla mnie to jest nie do przyjęcia. Może i się czepiam, ale chyba mam do tego prawo. O podłodze nie wspominam. Pod ścianą wypadła beznadziejna docinka...ale tym razem Daniel zawinił, bo sam kazał im tak zrobić, a mój mąż nie zwraca uwagi, na szczeóły, jak ja.
Komentarze